Wybaczajmy. Radykalne wybaczanie.

Dla kogo przeznaczone jest radykalne wybaczanie ?

Dla każdego.

Proces wybaczania jest niezbędny dla każdego człowieka, który pragnie zaznać życia bez chorób. Pragnie życia harmonijnego i  obfitego.

„…Nie będziesz chował w sercu swoim nienawiści do brata swego. Będziesz gorliwie upominał bliźniego swego, abyś nie ponosił za niego grzechu. Nie będziesz się mścił i nie będziesz chował urazy do synów twego ludu, lecz będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego.”  

3 Księga Mojżeszowa 19, 16:18 

Rozpoczynając proces rozwoju osobistego, duchowego jest tylko kwestią czasu kiedy zmierzymy się z naszymi „demonami przeszłości”. Demony te, to nic innego jak emocje, które tkwią w nas jak ciernie.
Zbieramy je nie tylko od momentu naszego przyjścia na ten świat.
Będąc rezydentem brzucha naszej mamy już wtedy następuje „programowanie” emocjonalne.
Mając to na uwadze, można wysnuć bardzo ważny wniosek, jak niezmiernie istotne jest zapewnienie komfortu dla kobiety, która jest w ciąży.

Aspekt programowania emocjonalnego w okresie płodowym jest oddzielnym tematem.
Teraz chcę się jedynie skupić na procesie radykalnego wybaczenia.

Kiedy rozpoczynamy pracę nad sobą, czy to ze względu na nękające nas choroby, wejście na drogę rozwoju osobistego, duchowego zaczniemy dosięgać zaszłości z przeszłości, które należy zagospodarować. Czyli mówiąc bardzo obrazowo – czas wyjąć cierń, która gdzieś tam nas rani. Cierń, którą sami przez naszą nieświadomość i nieuwagę „przytuliliśmy”.

Zepchnięcie złogów emocjonalnych w „niepamięć”, bez zagospodarowania ich przypomina bardziej wrzucanie zepsutych kartofli do piwnicy. W końcu i tak zaczną śmierdzieć.
Pytanie zasadniczo brzmi: czy jest to nasz cel nadrzędny, zepchnięcie problemu i udawanie, że on nie istnieje czy uporanie się z nim. Raz na zawsze.

Aby pozbyć się różnego rodzaju uraz, które w sobie trzymamy, potrzeba zrobić tylko jedną rzecz.
Wybaczyć.

Proces wybaczenia jest niczym innym jak aktem miłości.
Do swego adwersarza, ale i dla samego siebie.

Trzymając w sobie jakąkolwiek urazę, złość, gniew, nienawiść, pychę – wszystkie te emocje, które możemy nazwać „negatywnymi” – trzymamy przeciwieństwo miłości. Są to aspekty, które można śmiało nazwać antychrystami.

Dlatego odpowiedzią jest miłość.

„Niech zniknie spośród Was wszelka gorycz, uniesienie, gniew, wrzaskliwość, znieważenie – wraz ze wszelką złością. 32. Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni!

Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg w Chrystusie Wam przebaczył.”

List do Efezjan 4 

W tym przypisie zacytowanym z Biblii jest dokładna odpowiedź o co chodzi.

„Przebaczajcie w Chrystusie” – czyli w miłości.

Jak tego dokonać ?

Metoda 1.

Po prostu wybaczyć, zamknąć oczy wyobrazić sobie tę drugą osobę, wyrzucić z siebie podczas mentalnej konwersacji wszystko to, co nam leży na wątrobie. Zaakceptować, że tego już nie ma. Poszło w niepamięć. Teraz się tylko Kochamy. Nie ma zwad i uraz. Zamknąć mentalny dialog słowami: „Wybaczam Tobie. Akceptuję Ciebie taką osobą, jaką jesteś. Kocham Ciebie”

Ponadto ważne jest, aby dokładnie taką sama sentencję dać sobie: „Wybaczam sobie. Akceptuję siebie taką osobą, jaką jestem. Kocham siebie”

Jeżeli ta metoda nie jest dla „akuratna” i z jakichś przyczyn nie potrafimy tego zrobić podaję kolejną.

Metoda 2.

List

Jest to metoda, którą nie raz stosowałem, którą również poleciłem i dalej polecam.

List możemy pisać do siebie – jeśli wiemy, że gdzieś w przeszłości nasza ludzka niedoskonałość sprawiła nam „problemy”, ale również – co przeważa, możemy napisać do każdej jednej osoby, w relacji z którą poczuliśmy się źle, która „coś nam zrobiła”.

Tu nie liczy się sama sytuacja, jedna bądź druga. Jedyne co się liczy, to jak my to odebraliśmy. Poczuliśmy. To jest właśnie cierń, która w nas tkwi, siedzi głęboko.

Na co dzień być może nie potrafimy przyznać się do naszych emocji, zwłaszcza tych, które są głęboko w nas. Trzymamy urazy, rany, bóle, żale, które ranią nas, ale również mają wpływ na osoby zainteresowane.

Więc jak pisać ?
Dokładnie tak samo jakby się pisało list do osoby. Taki zwykły list, tyle, że ten ma konkretny cel.

Przede wszystkim zaadresuj go do osoby, z którą chcesz oczyścić powietrze. Piszemy po prostu: „Do Mamy”, „Do Taty”, „Do X”.

Rozpoczynając pisanie listu  możesz odczuć, jak ja to nazywam „drewniaka” – czyli nie wiesz od czego zacząć, nie wiesz co masz pisać. Dlatego też wczuwając się w sytuację, w której doszło do wygenerowania emocji zaczniesz w niej na powrót być.

Pisząc list wczuj się w sytuację, poczuj to, co „kiedyś” miało miejsce. Dla Twojego mózgu nie ma znaczenia kiedy to było – 30 lat temu, czy dziś rano. On zawsze działa w „tu i teraz”.
Pisząc, dosłownie na powrót kreujesz tę sytuację. I o to chodzi.

Pisz to jak czujesz, nie owijaj w bawełnę. To nie jest miejsce na wybielanie kogokolwiek. Czujesz, że masz ochotę „rzucać mięsem” – rzucaj. Jeżeli wczuwając się w sytuację, wracając do niej czujesz złość, agresję czy cokolwiek innego – napisz to.
Największym wyzwaniem dla ludzi jest z reguły zwerbalizowanie tego, co czujemy, nazwanie tego.
Pisząc list pisz, co czujesz, z perspektywy pierwszej osoby – siebie. Nie z perspektywy obserwatora i nie z perspektywy „przeszłości”.

Dla przykładu:
Nie pisz – „Czułem złość”.
Ty jesteś znów w tej sytuacji więc „Czuję złość, jestem wściekły / wściekła!”.

Sens jest taki, żeby przelać emocje, odczucia, w których znów jesteś (wracając do sytuacji), na papier. Papier jest cierpliwy i je przyjmie.

Pisząc odnośnie tego, jak się obecnie czujesz, w tej sytuacji przenosisz te emocje, usuwasz je z siebie.

W pisaniu listu nie ma ram czasowych. Piszesz tyle ile potrzebujesz.
Czasami, w zależności do kogo piszesz i w zależności od sytuacji będzie to pół kartki A4.
Pisząc listy do rodziców, z którymi z racji wieloletniego związku emocjonalnego, złogów może być sporo, listy mogą „wyjść” nawet na kilkanaście, albo i kilkadziesiąt stron.

Listy dają ponadto jedną wielką przewagę – nie ma potrzeby konfrontacji z osobą, do której list piszemy.
Na poziomie energetyczny, na którym dzięki miłości i wybaczeniu następuje uwolnienie emocji nie ma znaczenia czy faktycznie rozmawiamy z daną osobą, czy też nie.

Jest to ułatwienie dla wielu osób, które nie są chętne, bądź nie czują się na siłach do konfrontacji.

Pomimo „drewniaka” na początku, w miarę jak będziesz zagłębiać się w siebie i wyrzucisz pierwsze rzeczy na kartkę papieru, Twoja podświadomość zacznie podpowiadać kolejne.

Nie zdziw się, jak w pewnym momencie Twoje pisanie będzie całkowicie automatyczne, zatracisz poczucie rzeczywistości, kontakt z nią.

Twój charakter pisma będzie ulegał zmianie w zależności od tego, w jakim stanie obecnie będziesz podczas pisania. Pisząc o rzeczach, które są trudne dla Ciebie, które sprawiają, że jesteś w gniewie, złości oczywistym jest, że może dość do „roztrzęsienia”.

To też i sprawi, że charakter pisma się zmieni.

Uwalniając podczas pisania głęboko skrywane emocje, które często są wypierane, albo przygłaskiwane (wybielane) możesz zacząć płakać.
Jeżeli poczujesz, że płacz nadciąga, nie broń się przed nim. Płacz oczyszcza, pozwala uwolnić z nas ciernie.
Ważne w tym momencie jest złamanie jednego z silniejszych paradygmatów odnośnie płaczu. Płaczu i mężczyzn.
Płacz nam, mężczyznom jest tak samo niezbędny do życia jak i kobietom. Tłumienie w sobie emocji obraca się tylko przeciwko nam.

Kiedy dochodzisz do końca listu pamiętaj po co go piszesz – aby wybaczyć.
Dlatego też napisz, czy to jak podaję tutaj czy „po swojemu”.

„Akceptuję Ciebie taką osobą jaką jesteś. Wybaczam Tobie. Kocham Ciebie. Dziękuję”
To ma być szczere, prawdziwe, płynące z serca.
Pisanie dla samego pisania jest stratą czasu.

I co również ważne – podpisz list imieniem i nazwiskiem.

Kolejnym krokiem jest przeczytanie listu na głos.
Stwórz w swojej wyobraźni obraz, jakby przed Tobą stała ta osoba, do której ten list jest adresowany i go przeczytaj na głos.

Jeżeli wizualizacja sprawia Tobie trudność możesz posłużyć się zdjęciem danej osoby – odczytaj list do zdjęcia.

Następnym krokiem jest pozbycie się samego listu i energii, którą na niego przelaliśmy. Dodam – bardzo negatywnej energii.

Listu nie przechowujemy w pamiętniku, nie zostawiamy sobie tylko PALIMY.
Ogień ma moc oczyszczającą. Tylko i wyłącznie spalenie zakończy proces.

Technika
Piszemy na białej kartce, DŁUGOPISEM. Najlepiej niebieskim.

Pisanie na komputerze i drukowanie nie przełoży emocji. Co najwyżej na komputer – więc siłą rzeczy należałoby po każdorazowym pisaniu listu spalić komputer.

Kiedy spalimy już list, nie wracamy do sytuacji, które już przestały istnieć. Nie kreujemy ich na nowo.

Czasami w trudnych sprawach – bardzo często i z rodzicami, jeden list to za mało. Wtedy daj sobie czas, i kiedy poczujesz gotowość siadasz znowu. Tym razem wyjdą kolejne „nowe” rzeczy.

Zapytasz – co mi da wybaczenie w sytuacji, kiedy nie rozmawiałam / em z drugą osobą ?

Moja odpowiedź: Wszystko jest energią, dla energii nie ma granicy, odległość jest pozorna.

Ty, dokonując procesu wybaczenia w Krakowie działasz na osobę będącą w San Francisco.

Dlatego też nie ma konieczności konfrontacji z drugą osobą.


Witaj Czytelniku ! 

Wymiana energii. Wdzięczność.

JA jestem dla Ciebie.

Całym sobą – jak z tego skorzystasz zależy tylko od Ciebie.

Moim celem samym w sobie jest wspieranie Ciebie na drodze rozwoju.

To też robię i tak działam poprzez bloga, który rozwijam, poprzez kanał na który również jest rozwijany YT.

To wszystko robię dla Twojego rozwoju, inwestuję moją energię w Ciebie.

Dla budowy nowego świata, opartego przede wszystkim na miłości.

 ***

Jeżeli moja działalność w jakimkolwiek aspekcie pomogła Tobie – dała „do myślenia”, zapraszam Ciebie do zrobienia niewielkiego kroku.

Okazania wdzięczności poprzez wsparcie pieniążkiem.

Drobną kwotą. Miesięczną albo jednorazową – tak abyś sobie nie ujmowała / ujmował.

Dzieląc się z wdzięcznością – mnożysz. Jedna z naczelnych zasad tego świata 🙂

Więcej informacji TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *